[OPOWIADANIA] Wampirka

 
Zapraszamy Was wszystkich do przeczytania tej wspaniałej historii.
UWAGA! Wciągająca!







 
Wampirka
 
Poranek , jak każdy inny w czasie roku szkolnego, zaczął się od narzekania na wczesne wstawanie. Gdy ubrana w mundurek zeszłam na śniadanie, na stole czekały na mnie dobrze wypieczone tosty i spory kawałek pomidora malinowego. Mama siedziała bokiem na krześle z nogą założoną na nogę i podpierając się wierzchem dłoni spoglądała bez zainteresowania w gazetę. Podniosła spojrzenie znad zadrukowanej stronicy i zmierzyła mnie wzrokiem. Jej wielkie brązowe oczy uważnie przyglądały się mojemu strojowi.
- Ślicznie wyglądasz- stwierdziła w końcu, a ja z całego serca pragnęłam jej zaprzeczyć. Czy mundurek może być ładny? Niebieska bluzka z krótkim rękawem i kołnierzykiem, oraz szorty koloru granatowego, bądź spódnica w barwie miedzi. Nie, zdecydowanie nie nazwałabym tego ładnym.
Bez słowa pochłonęłam śniadanie, starając się bezskutecznie ukryć zdenerwowanie wywołane świadomością, że to mój pierwszy dzień w nowej szkole. Przypomniał mi się pierwszy dzień
w gimnazjum. Wtedy się nie bałam. I pierwszy dzień w podstawówce, gdy byłam wystraszona na maxa. Ale to było coś innego. Szłam do szkoły dla osób, które nie chodziły zwykle spać o 22.00, osoby uczęszczające do tej placówki w ogóle nie chodziły spać! Miejsce, którego próg miałam przekroczyć za jakieś 20 minut, to Akademia Kłów, czyli elitarna szkoła dla wampirów.
Wampir- istota ponadprzeciętnie uzdolniona, nie potrzebująca oddychania do przetrwania, jej serce nie pompuje krwi samodzielnie, dlatego osobnicy ci muszą ją zdobywać w inny sposób. Krew przebywająca w oganizmie wampira zmienia swoją wartość, stając się dla ludzi eliksirem wzmacniającym. Wampiry nie muszą bać się słońca, czosnku, czy srebra, ale muszą uważać na kołki w osikowego drzewa. Promienie słoneczne odbijając się od ich skóry powodując błyszczenie. Wampirem można stać się przez wymianę większej niż połowa ilości krwi, oraz przez ugryzienie
w czasie wyczerpania.
Droga do nowej szkoły była dla mnie prawdziwą udręką. Siedzę w autokarze wiozącym nowych uczniów do internatu koło Akademii. Tam zamieszkam, z dala od domu, od matki, kochającej babci, ona jedyna zrozumiała moją odmienność, gdy wróciłam nieżywa (i to dosłownie) do domu po zabójczej nocy w barze Dangerous Angel. Ona mnie zaakceptowała mnie już na początku. Za to byłam jej wdzięczna. Gdy matka odsunęła się ode mnie panicznie bojąc się moich mocy i zwyczajów, babcia przytulała mnie pocieszając i przypominając, że ludzie boją się tylko dlatego, że nie znają czegoś.
Autobus trząsł się na wybojach. Siedziałam skulona na siedzeniu i wsłuchiwałam się w muzykę lecącą z moich słuchawek. W myślach powtarzałam słowa kolejnych piosenek znanych raperów. Pojazd zatrzymał się w kolejnej niewielkiej mieścinie. Otworzyły się drzwi i głośny szum zagłuszył muzykę. Jedna z osób, które właśnie wsiadły skierowała się na tył autokaru i ogarnąwszy wzrokiem wolną przestrzeń zajęła miejsce koło mnie. Przyjrzałam się jej dokładnie. Choć może powinnam powiedzieć jemu? Chłopak miał około 1,75 m wzrostu, na uszach słuchawki, a na głowę naciągnięty kaptur czarnej bluzy. Na lekko zakrzywionym nosie spoczywały prostokątne okulary w granatowych oprawkach, a za czystymi szkłami kryły się duże brązowe oczy. Długie, jasne włosy nasuwały się na wyprofilowane naturalnie brwi w kształcie łuków. Niedomknięte usta nieznacznie odróżniały się od cery koloru kawy rozcieńczonej mlekiem. Czarna bluza była lekko za długa i zasłaniała pasek od wojskowych spodni koloru khaki. Siedział sztywno wyprostowany, jakby był tu za karę, z resztą może tak było? Zerknął na mnie, a gdy zobaczył, że na niego patrzę szybko się odwrócił. Chwilę później przyjrzał się jeszcze mojemu mundurkowi, zakupionemu przez matkę. Nie miałam pojęcia, czy powinnam się tak ubrać, jednak ona była o tym przekonana. Cóż, skoro to miała być najprawdopodobniej ostatnia rzecz, którą dla niej zrobiłam...
Chłopak zdjął słuchawki i przekręcił się na fotelu, tak, że teraz siedział przodem do mnie. Wyłączyłam muzykę i również zdjęłam słuchawki.
- Jestem Marvel- oznajmił swobodnie, a jego śmieszne imię zabrzmiało naprawdę odpowiednio wypowiedziane głębokim, miłym głosem, który wydobył się z niego wraz z otwarciem ust.
Uśmiechnęłam się najlepiej jak umiałam, a po głowie chodziła mi tylko jedna myśl. Nie zepsuj tej znajomości, nie zepsuj!
- Nazywam się Kleopatra- mama nadała mi to imię na cześć swojej idolki, królowej Egiptu. Szczerze mówiąc było ono dla mnie większym przekleństwem niż bycie martwym.
- Kleopatra jest również moją ulubioną Egipcjanką i wolałbym się tak nazywać, niż być wampirem- stwierdził spokojnie, czy on czytał mi w myślach?- Tak- padła szybka odpowiedź.
Nie wiedziałam jak zareagować. Z jednej strony, uważałam, że to czadowe, z drugiej, że nie będę mogła nic przed nim ukryć, jakbym w ogóle miała coś ukrywać. No i będzie znał wszystkie moje rozważania, poglądy i opinie.
- Po prostu nie reaguj i tak wiem co masz na myśli- zauważył i było to bardzo trafne spostrzeżenie.
Skoro tak, przejdę do typowych pytań z początków każdej znajomości. Spoglądając na słuchawki zawieszone na jego szyi spytałam:
- Czego lubisz słuchać?
Przez chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią, albo raczej nad moją reakcją, po czym rzekł:
- Reagee, rap i ...disko polo.
Uśmiechnęłam się. Uwielbiałam rap i reagee, a disko polo było ulubionym gatunkiem muzycznym mojego taty i nie miałam nic przeciwko niemu. Prawie nic..., ale w tamtej chwili wolałam o tym nie myśleć.
Gdy dojechaliśmy pod bramę, która w zasadzie znajdowała się jakieś 200 m od internatu i około 300 m od szkoły, ja i Marvel pogrążeni byliśmy w rozmowie o książkach, które oboje uwielbialiśmy czytać. Wrota do naszego nowego więzienia, jak to pięknie określiłam gdzieś w międzyczasie, były wykonane z brązu, miejscami pozłacane, wstawione mniej więcej po środku muru oddzielającego Akademię, który wzniesiono z marmurowych bloków. Przekroczyliśmy go pieszo, po załadowaniu bagaży na wozy konne. XXI wiek, a wampiry posługują się końmi... Szliśmy krętą ścieżką wyznaczoną przez rosnące w dwóch rzędach tuje prowadzące od bramy, aż do internatu. Przez przerwy między drzewkami widziałam ogromne połacie zieleni, kilka wykreślonych na trawie boisk i dziko rosnące dęby, sosny i olchy.
Internat był prostokątnym, pięciopiętrowym budynkiem z czerwonej cegły z marmurowymi wstawkami i zdobieniami, oraz czarnym dachem. Otoczony był siecią wąskich i szerokich ścieżek kluczących między klonami i jesionami licznie wypełniającymi teren obok domu wampirów. Jak się okazało, sypialnie dla pierwszoroczniaków znajdowały się na drugim i trzecim piętrze, tylko po co komu sypialnia, jeśli nie śpi?
- Śpimy- szepnął mi do ucha Marvel.- Następuje wtedy naturalny proces regeneracji
i odzysku sił po minionym dniu.
Spojrzałam na niego lekko zdziwiona, ale i tak wzruszyłam ramionami.
- Będziesz się o tym uczyć na pierwszym roku- dodał.
- A ty nie?
- Jestem tu nauczycielem- odpowiedział z uśmiechem. Jestem pewna, że śmiał się właśnie z mojej miny, bo mimo, że jej nie widziałam, to wiem, że musiała być boska. Byłam zdziwiona, zawstydzona i z jakiegoś, nieznanego mi, powodu ucieszona.
Wędrując korytarzami internatu można się łatwo zgubić, zanim dotarłam do mojego pokoju pomyliłam drogę cztery razy. Sypialnia miała bardzo nie regularny kształt, ściany miały szary kolor, sufit przedstawiał rozgwieżdżone niebo, co na prawdę przypadło mi do gustu, natomiast drewniana podłoga przykryta była zielonym dywanem. Wyposażenie składało się z jednoosobowego łóżka, drewnianej, jasnej komódki, szafy z tego samego materiału i biurka, obok którego stało czarne krzesło obrotowe. Okno znajdujące się koło niego, na wschodniej ścianie miało białą ramę i parapet, na którym stała biała donica
z pięknym błękitnym storczykiem.
Zanim wyjęłam kołdrę ubraną w pościel z logo mojej ulubionej drużyny, przysiadłam na skraju łóżka i westchnęłam głęboko odreagowując stres związany z tą mała przeprowadzką i wielką zmianą stylu życia. Wielu rzeczy jeszcze nie wiedziałam, chciałam je wszystkie jak najprędzej poznać. Przede wszystkim chciałam umieć do końca oswoić się ze swoim darem i przyjąć go, uczynić częścią siebie, ale jeszcze nie potrafiłam, nie byłam na tyle silna, by móc się z tym obchodzić jak z codziennością
i, choć często o tym zapominałam, zawsze przechodził mnie dreszcz na myśl, że już niedługo będę postrzegana przez wszystkich, nawet przez dawnych przyjaciół, jak zwykły krwiopijca. Będą mówili "Patrzcie, idzie TA wampirka".


Co o tym myślicie?

Czekamy na Wasze komentarze!
Natalia S.

Komentarze

Prześlij komentarz

Zostaw po sobie ślad w postaci krótkiego komentarza.